Tak, to fragment piosenki zespołu Myslovitz "Mieć czy być". Chociaż większość z nas nie lubi tego słowa "sprzedaż", to jednak towarzyszy nam ona przez całe nasze życie. Zwłaszcza osoby pracujące w sprzedaży dobrze wiedzą, że to ciężka harówa i gonitwa za wyrobieniem limitów, obrotu dla takiej, czy innej firmy itd. Przedstawiciele handlowi mają prowizje od sprzedaży, sprzedawcy w sklepach dwoją się i troją, żeby klient wyszedł z towarem i zostawił właśnie u nich swoje pieniądze.

Wielu ludzi kojarzy sprzedaż z akwizycją, z namolnymi domokrążcami próbującymi "wcisnąć" jakiś towar jak największej liczbie ludzi, z prezentacjami garnków, pościeli, odkurzaczy i wielu innych towarów. I chociaż wielu z nas na takie zabiegi postanowiło się już uodpornić i raczej unikać udziału w takich wydarzeniach, to jednak ta nie lubiana sprzedaż zawsze była, jest i będzie, ponieważ to nieodłączny element gospodarki i naszego życia. Przecież sami jesteśmy towarem na rynku pracy, sami się sprzedajemy potencjalnemu pracodawcy, jeśli idziemy na rozmowę kwalifikacyjną. Sprzedajemy swoje umiejętności, doświadczenie, cechy charakteru, osobowości itd.

Jeśli prowadzimy firmę, to jaki dział jest w niej najważniejszy? Księgowość? Administracja? No nie! Dział sprzedaży i marketingu. Bez tego działu nie byłoby całej reszty. Firmy wydają krocie na reklamę i marketing, aby dotrzeć do jak największej rzeszy klientów i to jest całkiem normalne i oczywiste. Czy Twoim zdaniem, produkt w firmie jest najważniejszy? Oczywiście jest ważny, ale najważniejszy jest PR (Public Relations) marketing i reklama. Weźmy np. sieć restauracji McDonald's. Czy możemy tam zjeść najlepszą kanapkę na świecie? Niekoniecznie. Myślę, że gdybyś się przyłożył, zrobiłbyś zdecydowanie lepszą, zdrowszą i smaczniejszą. Ale komu byś ją sprzedał? Kto by wiedział o tym, że robisz takie świetne kanapki? Bardzo niewielu ludzi, bo masz słaby marketing i nie masz takiej sieci sprzedaży jaką ma wspomniany McDonald's.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku ludzi. Rozmawiałem ostatnio z koleżanką, która poinformowała mnie, że właśnie kończy kolejne (trzecie) studia podyplomowe. Zapytałem, czy coś zmieniły pierwsze i drugie? Stwierdziła, że tak naprawdę niewiele. A dlaczego? Bo prawdopodobnie ma słaby marketing. Czy wśród waszych znajomych jest ktoś kto ma tylko średnie lub nawet zawodowe wykształcenie, a świetnie sobie radzi na rynku pracy lub nawet prowadzi własny biznes? A osoby z kilkoma fakultetami zasilają rzesze bezrobotnych? Z pewnością tak, ja też znam takich ludzi. W tym właśnie rzecz. Kto o tym wie, że jesteś taki świetny, że masz  tyle fakultetów, znasz tyle języków itd.? Trzeba się po prostu bardziej sprzedawać, trzeba dbać o swój marketing osobisty. Ale żeby to zrobić trzeba dbać nie tylko o swój rozwój zawodowy, ale także, a może przede wszystkim o rozwój osobisty, ponieważ sam rozwój zawodowy nie wystarczy.

A zatem nie bójmy się tak tej sprzedaży, bo czy chcemy, czy nie i tak będzie nam ona towarzyszyć do końca naszej zawodowej kariery. Lepiej zainteresujmy się naszym marketingiem osobistym, żeby w końcu nas ktoś zauważył, bo wtedy będziemy mogli realizować nasze plany i marzenia. Nie czekajmy, aż do nas zadzwonią, bo nie zadzwonią.