Jak co roku o tej porze wraca temat płacy minimalnej na kolejny rok, tym razem 2016. Forsowany tradycyjnie przez związkowców postulat, prędzej czy później, uzyska zgodę rządowych nieudaczników, chociaż akurat w tym przypadku podwyższanie płacy minimalnej jest wbrew pozorom na rękę rządowi. A to dlatego, że ze 100 zł brutto, rząd dostanie w postaci narzutu mniej więcej 30 zł, a pracownikowi zostanie ok. 70 zł. Wielu ludzi myśli, że to bardzo dobrze, że płaca minimalna wzrasta i dzięki temu mogą liczyć na wyższe wynagrodzenie. Ale, czy na pewno jest się z czego cieszyć?

Z punktu widzenia pracownika chyba tak, ale nie do końca. Otóż pracodawca, który jest zmuszany do podnoszenia płacy minimalnej nowo zatrudnianym pracownikom, będzie się coraz dłużej zastanawiał, czy w ogóle kogoś zatrudnić. Jeśli już kogoś zatrudni, to w związku z coraz wyższymi kosztami, nie będzie dawał podwyżek pozostałym pracownikom. To z kolei spowoduje niezadowolenie wśród pozostałych pracowników, ponieważ nowo przyjęci, będą się zbliżać płacą do tych, z dłuższym stażem. Przecież płaca musi być ściśle powiązana z wydajnością pracy na danym stanowisku. Tylko w budżetówce "czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy". Tutaj najczęściej nie ma powiązania pomiędzy wynikami pracy, wydajnością, a pensją.

 

Często jest tak, że praca niewykwalifikowanego pracownika, wykonującego proste czynności nie jest tyle warta, ile ustawowo określona płaca minimalna. Skutkiem czego taki pracownik na siebie nie zarabia. To z kolei powoduje, że pracodawca w ogóle nie chce zatrudniać nowych pracowników, a to jak wiemy wpływa na wzrost bezrobocia i zwiększanie się szarej strefy. Niestety praca w Polsce jest tak wysoko opodatkowana, że szara strefa będzie się powiększać.

Generalnie, ustawowe określanie pułapu płacy minimalnej nie jest dobre dla gospodarki i dla samych zainteresowanych. Gdyby takiego zapisu nie było, każdy pracownik po prostu negocjowałby swoje wynagrodzenie z pracodawcą i tyle. Nadmierne regulacje w gospodarce prowadzą tylko do rozrostu aparatu biurokratycznego i podwyższania podatków. A to jak już zdążyliśmy się przekonać, prowadzi do uszczuplenia domowych budżetów.